Twój biznes w social media

10 najczęściej popełnianych politycznych błędów na Twitterze

10 najczęściej popełnianych politycznych błędów na Twitterze

Z czym kojarzy się Twitter, poza tym że z Justinem Bieberem? Otóż kojarzy się z polityką. A że wybory za pasem kandydaci rzucili się z ochotą do tweetowania. Na co politycy powinni zwracać uwagę, żeby ich obecność na Twitterze była skuteczna? Czego unikać? Oto lista 10 błędów, które politycy i partie popełniają na Twitterze najczęściej.

1. Brak strategii

„Założę sobie konto na Twitterze! Wstawi się ten taki krzyżyk i pewnie zaraz mnie zacytują na TVN24 albo na Gazeta.pl. Andrzej Duda tak zrobił i został prezydentem, czyli to działa.”

Niekoniecznie. Bez konkretnego pomysłu na to, co i jak chce się osiągnąć, lepiej od razu dać sobie spokój. Podstawą działań na Twitterze jest strategia, pomyślana jako część szerszych marketingowych działań tak w internecie, jak i poza nim.

Modelowym przykładem braku twitterowej strategii był przez lata Mariusz Błaszczak. W 2010 założył konto, wrzucił powitalnego tweeta… i zamilkł na 5 lat.

W jednym z wywiadów Błaszczak z całą szczerością wyznał, że dał sobie spokój z Twitterem, bo nie lubi i nie rozumie tego narzędzia. To mniej więcej tak, jakby PiS zrezygnował z emisji reklam przedwyborczych w TVP2, bo prezes Kaczyński nie lubi „M jak miłość”.

2. Brak monitoringu

Twitter właściwie monitoruje się sam. Wystarczy umiejętnie korzystać z wyszukiwarki.

Nic o Tobie, drogi polityku nie mówią na Twitterze? Nic straconego. Na pewno toczą się rozmowy w tematach, w których czujesz się ekspertem. Z całą pewnością jest sporo dyskusji wśród dziennikarzy i innych polityków. A może wzięcie mają jakieś bieżące tematy lokalne? Wszystko to jest do odnalezienia. Trzeba tylko umieć szukać.

3. Kiepskie call to action

Twitter to ciągła walka. O uwagę, o kliknięcia, o poświęcony czas. Zwykłe „polecam” jest oddaniem tej walki walkowerem.

Do dyspozycji jest 140 znaków. Grzeszy ten, kto tej przestrzeni nie potrafi, i nie chce wykorzystać.

4. Połączenie konta z Facebookiem

To jest rozwiązanie najprostsze. Jeden klik i treści z Facebooka lądują automatycznie na Twitterze. Fajne? Niefajne. Każde narzędzie ma swoją specyfikę, język, ograniczenia. Komunikat przesłany automatycznie wygląda nienaturalnie. Często urywa się w połowie, każe użytkownikowi przenieść się na Facebooka, żeby przeczytać całość. Twitterowicze tego nie lubią. A już na pewno nie lubią czegoś takiego:

5. Brak interakcji

Twitter i dialog to właściwie synonimy. Tymczasem nasi politycy, wychowani na tradycyjnych mediach przyzwyczaili się do mówienia a nie rozmawiania, nadawania a nie słuchania. Ten schemat próbują przenosić do nowych mediów. Efekt? Kompletny brak dialogu. Niewchodzenie w interakcję to już nie jest grzech. To zbrodnia.

 

6. Brak hashtagów

Komunikacja na Twitterze ma swoją specyfikę. Jednym z jej elementów są hashtagi. Pozwalają porządkować dyskusję, zwiększać zasięg, śledzić nowości. Warto nauczyć się z nich korzystać. Nawet jeśli nie zawsze brzmią polsku, a konkurencja i jej złośliwy elektorat tylko czeka żeby przejąć naszego hashtaga i zepsuć całą komunikację ;) Przejęcie hashtaga na Twitterze

7. Zakładanie konta miesiąc przed wyborami

To konsekwencja myślenia o mediach społecznościowych jak o przedłużeniu telewizji albo płotu na często uczęszczanej ulicy. Emitujesz spot albo wywieszasz plakat i sprawa się kończy. Bo cóż więcej można zrobić z plakatem? Sęk w tym, że w internecie można. Tu zdobycie zasięgu jest dopiero początkiem. Potem trzeba budować społeczność w nadziei przekucia jej na realnych wyborców. Trzeba przekonywać, dyskutować, rozmawiać, skracać dystans. Ale tego w miesiąc zrobić się nie da. Media społecznościowe wymuszają kampanię ciągłą.

8. Kupowanie obserwujących

Powiedzmy sobie szczerze – 10 obserwujących nie wygląda imponująco, 20 też. A mozolne budowanie bazy obserwujących jest… mozolne. Dlatego niektórzy uciekają się do metody szybszej i prostszej – zakupów. Jakie są konsekwencje? Ładna statystyka, która fajnie wygląda w raporcie plus masa martwych dusz, które nigdy na nikogo nie zagłosują, bo są martwe.

9. Nieśmieszny dowcip

Tak się jakoś utarło, że na Twitterze warto politycznej konkurencji dowalić. Nie każdy ma wystarczająco dużo dowcipu i luzu, żeby szyć złośliwe komunikaty w 140 znakach. Efekty są takie jak poniżej. Mniejsza ilość znaków na Twitterze wcale nie jest ułatwieniem. Wręcz przeciwnie. Trzeba kogoś o sporych umiejętnościach „copywriterskich”, żeby robić to dobrze.

10. Niezweryfikowane konta

Nie wszystkie konta na Twitterze są prawdziwe. Co niektórzy boleśnie się o tym przekonali. Relatywnie łatwo jest się pod polityka podszyć i zacząć nadawać w jego imieniu. Wielu znanych polityków ma kilka kont na Twitterze, przy czym oczywiście tylko jedno z nich jest prawdziwe. Można z tym jakoś walczyć? Oczywiście. Najlepiej postarać się o oficjalne weryfikację od Twittera. Ale nawet jeśli jej nie ma, pomóc może choćby regularna i profesjonalna komunikacja czy choćby polinkowanie konta z oficjalnej strony internetowej.

Jakieś inne polityczne twitterowe wtopy chodzą Ci po głowie? Podziel się nimi w komentarzu.

Mateusz Puszczyński
Hello Social - głos rozsądku/współwłaściciel Cztery lata ogarniał media społecznościowe w Allegro. Jako Lider Zespołu Social Media odpowiedzialny był za całościową strategię obecności marki allegro.pl w social media. Prelegent i wykładowca-praktyk (UAM, CDV, Aula Polska, TweetUp Polska).